Jak ktoś mi jeszcze będzie chciał wmówić, że we Wrocławiu nie promuje się kierowców – zabiję go śmiechem. Nasze władze stwierdziły, że jednak na Kiełbaśniczej nie będzie deptaku. Nawet nie będzie pół-deptaku, czy jak się tam ta proteza nazywała, którą próbowali wprowadzić. Kiełbaśnicza zostanie przejezdna. I brawo. Kolejnym krokiem ma być podobno pozwolenie kierowcom na jeżdżenie dookoła placu Solnego, a złośliwi twierdzą, że może i po Rynku.
Zresztą kierowcy to są u nas szczęśliwi. Korków nie ma – bo urzędnicy odwołali korki. Parkingi się wokół centrum budują – wieczna szczęśliwość.

Żeby broń Boże żaden kierowca nie pomyślał o przesiadce do tramwaju czy autobusu, nie zostanie zrobione dokładnie nic – nawet taki drobiazg jak ulgi w biletach, które sprawdziły się w Nysie – to u nas za dużo. Nie wolno także wydłużyć zielonego na przejściach dla pieszych, żeby się kierowca nie zdenerwował (znaczy może się zdenerwować, jak wyjdzie z auta, ale wtedy już kierowcą nie jest). Zaś żeby nie pomyślał kierowca o jakichś rowerach, to się na budowę bezpiecznych ścieżek kasy nie da (a jak da – to oficjalnie za mało), zaś jakby to nie wystarczyło, to się im tych ścieżek nie odśnieży. Bo i po co.
Gorzka konkluzja jest taka: wrocławscy urzędnicy zajmujący się komunikacją nie muszą z nikim rozmawiać, nikomu się tłumaczyć, wszystko wiedzą lepiej i żyją w przeświadczeniu, że zawsze mają rację. Bo im autem po mieście nie jeździ się źle.
Dlatego będę namawiał, kogo tylko mogę – kupujcie samochody. Dopóki nie powtórzy się u nas scenariusz z Warszawy – i miasto nie stanie na tydzień od rana do nocy w jednym wielkim korku – nic się nie zmieni.
A cóż to? Nowych artykułów nie ma? :(
OdpowiedzUsuńzdaje się, że autor bloga już sobie odpuścił...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam / skup aut Wrocław