środa, 19 grudnia 2012

Dutkiewicz w szaliku Śląska, czyli miasto chce zostać jedynym właścicielem klubu

Rafał Dutkiewicz ostatecznie postawił na kibiców. Zamierza „w kulturalny sposób rozwiązać współpracę” z Solorzem i samodzielnie finansować Śląsk. „Stać nas na to, aby samodzielnie utrzymywać Śląsk” – przekonuje Andrzeja prezydent Wrocławia, przy okazji wyrysowując jasną linię podziału politycznego. Ciekaw jestem, czy magistrat oficjalnie nakaże swoim ludziom chodzić w szalikach, bo jego przeciwnicy będą musieli stanąć po drugiej stronie. I coś mi się wydaje, że niewielu się na to zdecyduje.

Dla tych, co nie czytali krótki brief. Rafał Dutkiewicz wyznał koledze Andrzejowi: „między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem, ewentualnie na początku stycznia zamierzam spotkać się z panem Solorzem, aby w kulturalny sposób rozwiązać naszą współpracę. Skoro tylko my płacimy na Śląsk, musimy mieć pełnię możliwości działania w tym klubie” a potem dodał - „nie pozwolimy na to, by klub, który wywalczył mistrzostwo Polski, gwałtownie obniżył loty. Stać nas na to, aby go samodzielnie utrzymywać” (oto link do tekstu).
Oczywiście, poszło o kasę. Klub dostał od miasta około 5 milionów za promocję Wrocławia, następnie kolejne 12 milionów, z którego połowę miał oddać Solorz, a jesienią miasto dołożyło 2 miliony, z których spłacono Ryszarda Tarasiewicza. A biznesmen co? Biznesmen chce jeszcze od władz miasta zwrotu 20 milionów złotych, które wydała na wykopy pod galerię handlową.

Z politycznego punktu widzenia swoim przeciwnikom Dutkiewicz krzyknął: „szach”. I PO, i PiS z kibicami raczej wojenki prowadzić nie będą. Nie spodziewam się, że będą krzyczeć: to błąd. Jacyś lewicowcy, ludzie kultury, czy może jeszcze TUMW zakrzyknie „to bzdura, że nas stać”, ale przecież to żadna opozycja. Lewica we Wrocławiu to fikcja, ludzi kultury nikt nie traktuje poważnie, a TUMW czy inne NGO'sy i tak w wyborach startować nie będą. Politycznie zatem prezydent – o ile mu się uda dopiąć swego – na tej decyzji wygra.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa sensowności tego rozwiązania. We wrześniu apelowałem do władz miasta, żeby pozbyły się udziałów w klubie, bo wyraźnie nie ma tam nikogo, kto wiedziałby jak nim zarządzać. Jak zatrzymać wartościowych zawodników. Jak zachęcić ludzi do kupowania biletów. Jak poradzić sobie z kłopotami z klubie inaczej niż wyrzucając autora sukcesów, przeciwko któremu zaczęli grać piłkarze. Ani skąd wziąć na klub pieniądze. Teraz rozwiązało się przynajmniej to ostatnie. Będzie trochę podwyżek dla mieszkańców (a trochę już jest), coś się przytnie, parę inwestycji jak np. łącznik Góralskiej z Robotniczą przełoży na znacznie później – i jakoś to będzie.

Tylko czy o to chodziło? Słuchałem i czytałem ostatnio wywiadów z zarządcą stadionu w Kolonii. Gazecie opowiadał, że trzeba pokochać stadion albo trzeba go będzie rozebrać. W radiu zauważył, że klub traktuje kibiców „jak kury”, utrudniając jak tylko się da kupowanie biletów.
Faktem jest, że poza najwierniejszymi kibicami wrocławianie traktują stadion jak wrzód, do którego non stop trzeba dorzucać kolejne miliony złotych. Teraz do tego dodamy Śląsk. Jeśli popatrzymy z tej perspektywy, okaże się, że przeciwnikom politycznym Dutkiewicz dał szacha, ale stworzył sobie jeszcze większy problem z mieszkańcami. Czy jest jeszcze w stanie przekonać tę milczącą większość, że wyrzucanie kolejnej kasy na stadion i klub to dobry pomysł?

środa, 12 grudnia 2012

Autostrada przez środek miasta jako dowód, że głowa boli

„Cele stawiam sobie takie, że aż głowa mała” czyli cytat z utworu „Gdy mam, co chcę, wtedy więcej chcę” w ostatnich godzinach mi się kojarzy. Oczywiście – z włodarzem naszym, a w tym przypadku z jedną z „wizji”, którą ściągnął z lat 50-tych, jakby żywcem na grunt wrocławski przeniósł słynną Brasilię – i sprzedaje jako swój pomysł. Nowatorski i rewolucyjny. Który nie ma sensu i na który nie ma pieniędzy.

Kończą się lata 50-te. Lucio Costa i Oskar Niemeyer planują nową stolicę Brazyli wg. filozofii: samochód to największy wynalazek ludzkości, a autem trzeba wjechać do kuchni pod lodówkę po piwo. Miasto jest na swój sposób piękne – tyle, że żyć się w nim nie da. W tym samym czasie mamy nie gorszych planistów we Wrocławiu. Wymyślają coś takiego:



Znajome? To może podpowiem: Śródmiejska Trasa Południowa. Piękna i cudowna trasa o parametrach zbliżonych do autostrady (taka sama szerokość pasów, brak przejść dla pieszych, bezkolizyjne skrzyżowania). Ale jakie? Tak cudne, że nawet nasi planiści piszą w opracowaniach: „Skrzyżowanie – Purkyniego – pl. Powstańców Warszawy – ŚTP, jak wynika z możliwości terenowych i przeprowadzonych symulacji ruchu, będzie totalnie nieprzejezdne.”
Niemniej pojawiają się wizualizację tej trasy. Na którą nie ma kasy i która zakorkowałaby południe Wrocławia na amen.

Z Brasilią jest tak, jak z Los Angeles. Każdy kto był i widział wie, że miasta dla samochodów nie mają sensu. Że są brzydkie, ludzie ich nie lubią i są wiecznie zakorkowane.
U nas jednak ŚTP wraca jak bumerag. Jak recepta na korki. Jakby wszyscy byli ślepi i nikt nie widział, że po otwarciu obwodnicy autostradowej lepiej było jedynie przez rok. Że na Legnickiej korki są większe, niż były (o dojeździe na Maślice czy do Leśnicy nie wspomnę).
Paradoks polega na tym, że wielkie wizualizacje zasłaniają nam drogi, które mogłyby pomóc, są 100 razy tańsze, ale się ich nie buduje. Choćby taki łącznik Góralskiej z Tęczową. Niecały kilometr. Za to jedyna droga między Krzykami a Fabryczną od pl. Orląt Lwowskich do Klecińskiej. Projekt był gotów raz, wyszło, że 10 mln zł to za drogo i go odchudzono. Znów jest gotów. Ale budowy nie będzie. Tylko dlaczego nikt się nie oburza?

czwartek, 6 grudnia 2012

Opera, Pawilon Czterech Kopuł, polityka i strach. Włodarz Wrocławia ma nowe pomysły

W przyszłym roku wyremontowane zostaną w całości 3 miejskie kamienice (na 1600). Przez następne 5 lat zbudujemy od nowa praktycznie tylko jedną drogę – obwodnicę Leśnicy. I żadnego torowiska. A pierwsza zbudowana (nie wymalowana na jezdni) nowa droga rowerowa powstanie za trzy lata. Za to nasz prezydent ma nowe pomysły. Jeśli takie same jak rezygnacja ze środków unijnych na torowiska na Długiej, Popowickiej oraz na Jagodno, a potem wydanie ponad dwukrotnie większej sumy na salę koncertową na pl. Wolności to zaczynam się bać. Może Dutkiewiczowi naprawdę wydaje się, że tu jest jak w raju?

Kiedy napisałem o problemie związanym z melomaństwem naszego prezydenta czytałem w komentarzach, że chyba chodziło o megalomaństwo. Otóż nie. Przestudiujcie dialogi w radiu i telewizji między Rafałem Dutkiewiczem a Rafałem Jurkowlańcem. Okaże się, że zdaniem naszego prezydenta największy błąd marszałka to rezygnacja z rozbudowy opery i walka, by za te same pieniądze ratować rozwalający się Pawilon Czterech Kopuł. „To zła wiadomość dla melomanów, dla wrocławian” – mówił całkiem poważnie Dutkiewicz. Nie zgadzam się. Najgorszą wiadomością dla nas wszystkich jest to, że ma nowe pomysły. Ja się ich boję.

Zwłaszcza w kontekście tego, na które inwestycje wydajemy te słynne miliardy (czym się ostatnio bardzo chwali).
Przykład nr 1.
Styczeń 2009 roku. Na wniosek beneficjenta, czyli Dutkiewicza, pieniądze na Tramwaj Plus vol. 2 (tory od skrzyżowania ul. Bardzkiej z ul. Świeradowską przez ul. Buforową do Jagodna oraz od Mostów Mieszczańskich przez ul. Długą i ul. Popowicką do ul. Milenijnej i na Kozanów) zostają przesunięte na listę rezerwową. Innymi słowy miasto nie chce 96 mln zł dotacji unijnej. Może dlatego, że trzeba by do nich dorzucić ok. 125 mln zł.


Jednak już w grudniu 2009 roku to samo miasto podpisuje umowę wartą 300 mln zł na Narodowe Forum Muzyki, wiedząc, że koncerty będą organizowane na budowanym stadionie i odnawianej Hali Stulecia – o Orbicie już nie wspominając. A pomysłem na poprawę jeżdżenia po mieście jest UrbanCard, a przede wszystkim likwidacje i cięcia linii autobusowych, i tramwajowych.

Przykład nr 2.
W 2009 roku miasto odnowiło kompleksowo aż 43 gminne budynki. Rok później już tylko 26, a przez ostatnie dwa lata jedynie 14. W przyszłym roku starczy na zaledwie trzy kompleksowe remonty kamienic. Chodzi o budynki w stu procentach miejskie. Mamy ich ok. 1600.

Przykład nr 3.
Pierwsze dłuższe, nowe drogi rowerowe powstaną za dwa lata (Ślężna, Piaskowa, św. Katarzyny i Czesława, Mickiewicza, Jana III Sobieskiego, Nowowiejska). Wcześniej starczy pieniędzy jedynie na poprawianie tego, co ludzie Dutkiewicza zrobili źle – Grabiszyńska czy Św. Mikołaja. I jeszcze kwota – cały program rowerowy to 25 mln zł. Porównajmy z NFM.
Mając w pamięci te trzy fakty, wyciągnięte zupełnie nielosowo, wracam do medialnej dyskusji prezydenta z marszałkiem. Dutkiewicz w radiu mówił: „województwo jest źle zarządzane. Jest w dryfie. Potrzebuje nowego impulsu.” Zaś w telewizji strzela z grubej rury – marszałek zrezygnował z rozbudowy Opery. Melomani będą niepocieszeni.
Te same pieniądze marszałek chce przeznaczyć na ratowanie stuletniego Pawilonu Czterech Kopuł projektu H. Poelziga – autora biurowca przy Ofiar Oświęcimskich, Teatru Wielkiego w Berlinie czy obecnego budynku Uniwersytetu Goethego we Frankfurcie nad Menem. I zdaniem prezydenta Wrocławia to błąd.

Najbardziej jednak przeraża mnie zakończenie tego wywiadu w telewizji. Prezydent oświadczył, że ma jeszcze energię i nowe pomysły. Jeśli to są pomysły na kolejne nieodwiedzane muzeum, zamiast dróg, torowisk, remontów kamienic czy budowy dróg rowerowych – a o to go podejrzewam – to mam wam za złe. Wam wszystkim, którzy pozwalacie mu sądzić, że w tym mieście nie ma już nic do poprawienia. Że żyje się tu wybitnie komfortowo i rozwiązaniem problemów będzie kolejny strasznie drogi gmach dla melomanów.

niedziela, 2 grudnia 2012

Mamy Dutkiewicza kolejne sześć lat

No to już wiemy. Następne sześć lat będzie rządził nami Rafał Dutkiewicz. Dla dziennikarza zajmującego się miastem to jedna z najlepszych informacji tej jesieni – tematów o wpadkach naszych władz mi nie zabraknie. Oczywiście, że chciałbym kogoś, kto potrafi coś zrobić z ludźmi, dla ludzi, a nie kolejnych pomników oświeconego i namaszczonego. Jednak będę musiał poczekać.

Co zrobić, jak grunt się pali pod nogami? Zmień narrację. Ucieczka do przodu. Dutkiewicz właśnie to zrobił i zapewnił sobie wygraną za dwa lata, a więc nam kolejne 6 lat swoich rządów.

Dlaczego nikt z nim nie wygra? Powody są trzy. Po pierwsze, nie ma nikogo, kto miałby jednocześnie środki i wizję miasta atrakcyjną dla kogokolwiek – ostatnio radny miejski PO wrzucił mi program Sławomira Piechoty z poprzednich wyborów, w których dostał megalanie jako, wciąż aktualna wizję Platformy na to miasto. Bez komentarza.
Po drugie, wrocławianie dali się kupić bajeczce o dobrym carze i złych bojarach, w których Nasz Prezydent nie odpowiada za nic – nawet za brak nadzoru nad własnymi wiceprezydentami, bo „no co niby ma zrobić” (na poważnie: moi mądrzy znajomi używają takich argumentów).
I wreszcie po trzecie, bo wrocławianie zasługują na Rafała Dutkiewicza – co jest bardzo gorzką konstatacją, bo długo chciałem wierzyć, że zasługują na więcej.

Będziemy więc mieli sześć lat „ciepłej wody”. Wmawiania sobie, że jesteśmy najlepsi w Polsce, choć z porównań wychodzi, że mieszka się u nas gorzej niż w Szczecinie. Sześć lat korków. Sześć lat stawiania pomników typu Narodowe Forum Muzyki (choć melomanów mamy tyle, co kot napłakał – za to prezydent jest melomanem), fontanna na Pergoli (bo Zdrojewski postawił w Rynku), Muzeum Sztuki Współczesnej (choć do innych muzeów, także tych wyremontowanych, pies z kulawą nogą nie zagląda) i szklany domek dla Geta koło Jasia i Małgosi (bo tak).
Szkoda tylko, że za bardzo kocham ludzi w tym mieście, by się stąd wyprowadzić.

piątek, 30 listopada 2012

Na co wkurzył się Dutkiewicz, czyli po co nam taka rada miejska?

Inspektorzy zatrzymują masowo dowody rejestracyjne miejskim autobusom – on zachowuje spokój. Przyznane pieniądze unijne przechodzą koło nosa – on jest spokojny. Głosowanie nad odwołaniem przewodniczącego rady miasta dla prezydenta Wrocławia jest zwycięskie. Ale ktoś z jego radnych na karteczce głosował inaczej. Dutkiewicz jest wkurzony i rozpoczyna szukanie kreta. Tylko czy umiejętność wkurzenia prezydenta miasta, po którym zdają się spływać wszelkie wpadki jego ludzi, to naprawdę jedyny powód istnienia rady miasta?

Zdarzyło mi się tak, że w ciągu doby spędziłem 13 godzin na sesji rady miasta, z niezbyt długą przerwą na sen. Pierwsza część dotyczyła stanu finansów miejskich spółek, druga m.in. projektu budżetu na przyszły rok, wieloletniego planu inwestycyjnego, podwyżek.


Chyba nie muszę pisać, że największe emocje – prawie półtoragodzinną dyskusję – wywołał wniosek o odwołanie przewodniczącego rady miasta. Od początku skazany na porażkę, bo ludzie Dutkiewicza mają w radzie bezpieczną przewagę (a w PiS-ie i tak nie przyszedł jeden radny).
Nie będę tu śledził kto z radnych prezydenckich zrobił psikusa i zagłosował pod prąd, bo większego znaczenia to nie ma.

Raczej zastanowię się nad tym, co powiedział jeden z radnych. „Po co tu jesteśmy?” - rzekł w pewnym momencie zrezygnowany. - „Zaczynam odbierać, że jesteśmy maszynkami do głosowania. Najgorsze jest to, że jakikolwiek guzik naciśniemy to i tak nie ma na nic wpływu, bo ośrodek decyzyjny jest gdzie indziej.”
Faktem jest, że akurat ten radny nie ogranicza się do gadania na sali sesyjnej tylko pracuje. Jednak jest z Platformy – więc to swoim szefom mógłby podziękować, że prezydenccy mają większość w radzie. Bo to władze PO zrobiły wszystko, by wybory przegrać.

Niemniej pytanie ma sens: po co nam taka rada? Czy fakt, że nie ma nic do powiedzenia to efekt zaniechania, czy tego, że decyzje są de facto podejmowane gdzie indziej?
Taka rada mieszkańcom Wrocławia nie jest potrzebna do niczego. Wszystkim 20 osobom popierającym Rafała Dutkiewicza przy każdym głosowaniu należy podziękować za to, co się dzieje. To ich bierność pozwala prezydentowi nie przejmować się tym co myślą ludzie ograniczając się do zmartwień, czy ma większość. Na klub prezydenta spada odpowiedzialność za brak kontroli nad urzędnikami, którzy robią co chcą, bo nikt ich nie sprawdza. Za brak refleksji nad zarządzaniem stadionem, komunikacją w mieście, inwestycjami.

A opozycja? Może płakać, że nie ma nic do powiedzenia. To można zawsze. I zawsze można zrezygnować z mandatu. Może także pracować nad konkretnymi problemami. Tą ławką i tym chodnikiem. Wyprostowanie jednego chodnika na jednym osiedlu jest lepsze niż nierobienie niczego. Ale przede wszystkim powinna udowodnić wyborcom, że ma lepsze pomysły. Lepsze niż tylko: „nie zgadzam się.”

poniedziałek, 26 listopada 2012

W inwestowaniu ważne są efekty, a nie wydane kwoty

W naszym domu zaczyna przeciekać dach, drzwi nie chcą się domykać, a schody skrzypią – jednak my stawiamy sobie nowy płot i wodotrysk w ogródku. Właśnie w ten sposób zarządzamy Wrocławiem. Daliśmy się wszyscy omamić technokratom, bo uwierzyliśmy, że więcej i więcej inwestycji rozwiąże nasze problemy i rozwinie miasto. Zapomnieliśmy, że w inwestycjach liczy się efekt, a nie wydane pieniądze, a jeszcze ważniejsze jest dbanie o to, co już mamy.

Nasze kochane władze chwalą się miliardami wydanymi na inwestycje. A media rozliczają je z kolejnych. Naprawdę potrzebne jest nam Muzeum Sztuki Współczesnej (zwane pojazdem Jawów)?



Budynek, nie przeczę, ma coś w sobie, tylko czy naprawdę wyciskamy co się da z istniejących muzeów? Jeśli nie, to może najpierw wyciśnijmy co się da z tego, co mamy, zamiast stawiać sobie kolejny pomnik.

To się nie tyczy tylko budynków. Budowa i remont kolejnej drogi ma sens tylko wtedy, gdy będą tego efekty. Czyli jeśli zmniejszą się korki w mieście. Podobnie jak kupowanie nowych tramwajów: efekt jest wtedy, gdy będzie nimi jeździło więcej pasażerów. Inaczej inwestycje nie mają żadnego sensu – poza PR-ową możliwością pochwalenia się: patrzcie, jak jest świetnie. Inwestujemy.

Za każdym razem kiedy „inwestujemy” w coś, czego efektów nie widać, na coś innego musi zabraknąć. We Wrocławiu – na remonty. Miasto jest u nas stuprocentowym właścicielem ok. 1600 kamienic. W 2009 roku urzędnicy zlecili kompleksowe remonty 43 z nich. W 2012 – zaledwie 8. Oprócz całościowych remontów wykonano wtedy 340 mniejszych napraw (m.in. dachów, czy klatek schodowych), zaś w tym roku zaledwie 74.

Problem to nie tylko kamienice. Mamy jeszcze mosty, tunele, wiadukty. Je też trzeba utrzymywać. Czy ktoś u nas o tym myśli? Nikt – i da się to udowodnić na jednym przykładzie. Na Lotniczej koło stadionu postawiliśmy wiadukt dla kierowców, którzy jadą w stronę centrum. Po to, żeby nie blokował ich tramwaj, który wjeżdża pomiędzy jezdnie. Tyle tylko, że tuż przed wiaduktem są światła, które zatrzymują auta. Można więc było zastosować takie samo rozwiązanie jak na Pułaskiego, gdzie tramwaje zmieniają tor jazdy, gdy samochody stoją na czerwonym.



Dodajmy, że wiadukt jest zwykle 7,5 razy droższy od tradycyjnej drogi – i w budowie, i utrzymaniu. Efekt dla kierowców byłby taki sam.

To naprawdę nie jest wyjątek. Nie sztuka kupić nowe autobusy i tramwaje. Sztuka, żeby mieć czym wozić pasażerów. Żeby MPK nie groziło zabranie licencji na wożenie pasażerów. Pozwalając technokratom udowadniać nam, że jest dobrze, bo wydają miliardy – pozwalamy im manipulować sobą. Bo kluczowe są efekty wydawania pieniędzy. Mniejsze korki. Szybszy dojazd do pracy itd. Czyli dokładnie to, czego nie mamy.

piątek, 23 listopada 2012

Dutkiewicz ma wizję Wrocławia. Szkoda, że złą

Twierdzenie, że Rafał Dutkiewicz nie ma wizji Wrocławia jest nieprawdziwe. Można się z nią nie zgadzać, można twierdzić, że jest ona fatalnie realizowana – podpisuję się pod oboma tezami – ale z całą pewnością nasz włodarz ma wizję miasta: podziwianego, bogatego, które pozwoli mu przeskoczyć do polityki krajowej.

Oczywiście w tekście Przemysława Filara , z którym polemizuję, nie ma wprost zarzutu o brak wizji. Jest, że nie wykorzystaliśmy otwarcia AOW, bo miasto nie miało planu jak to zrobić.
Tyle, że to też nie jest prawda – podobnie jak to, że nie ma dyskusji o mieście. One są – tylko ich wyniki przekładają się na konkrety dopiero, gdy zgadzają się pomysłem Rafała Dutkiewicza.

Jaki on ma pomysł na miasto? No przywołajmy słynne trzy centra – Rynek, stadion, Hala Stulecia. I z masy wniosków, że nie będzie już korków – bo każdy sobie pojedzie do najbliższego mu centrum.
Jest wizja? Jakaś tam jest. Niezrealizowana, bo stadion to klapa, a w Hali za mało się dzieje, ale wizja jest. Lepsza byłaby – przedszkole i szkoła dla każdego na każdym osiedlu – i już nie trzeba by wozić dzieci do placówek na drugą stronę miasta, ale cóż. Tego nasz prezydent nie wymyślił.

Inna z wizji Rafała Dutkiewicza – zrobić z Wrocławia miasto klasy kreatywnej, czyli przeszczepić trzy T Floridy (talent, tolerancja, technologia), do której nasz włodarz ponoć dodał tożsamość, choć już wcześniej zrobił to Manuel Castells.

Oczywiście, samo myślenie o tym przeczepianiu jest błędem, bo idea nie jest możliwa do przeniesienia do Polski, bo klasa kreatywna z San Francisco ma mieszkania po 500 mkw., służbę i lata helikopterami, a utrzymuje się z patentów. W Polsce takiej klasy nie ma, bo hipster czy artysta z Nadodrza (być może to jest to samo, ale nie zawsze) nie jest klasą kreatywną.
Trzeba mieć to coś, co ma Barcelona. Być celem podróży nawet, jeśli się jest brzydszym od Paryża, bo ma się to coś.
Ale może jeszcze bardziej trzeba, jak słusznie prawi Krzysztof Nawratek, żeby klasa kreatywna zadziałała, to trzeba ją w mieście zatrzymać. Tyle że u nas hipster na rowerze nie pojeździ, bo niebezpiecznie, w galeriach sztuki się nie posnuje, bo biednie – a inżynier kreatywny wyjedzie tam, gdzie się lepiej zarabia. Do Warszawy. I Przemek Filar o tym wspominał. Tyle że nie napisał. Wizja jest – błędna, bo błędna, ale jest.

Wreszcie to, co mnie boli najbardziej. Hasło Dutkiewicza sprzed sześciu lat: podniesienie jakości życia. Jak to rozumiał? Akwapark, fontanna, Dodzia w Rynku, Śląsk na nowym stadionie oraz ułatwienie dojazdu do centrum ludziom z Kozanowa i Gaju kosztem mieszkańców Psiego Pola, Nowego Dworu, Gądowa i Bartoszowic. Tylko, czy tak naprawdę to podnosi jakość życia? Nie lepiej r e a l n i e poprawić bezpieczeństwo, skrócić czas dojazdu do pracy, zmniejszyć obciążenia finansowe itd.? My wiemy, że lepiej – ale w wizji Rafała Dutkiewicza widać się to nie mieści.

Największy błąd Przemka Filara zostawiłem sobie na koniec. Nie można czynić zarzutu obecnym władzom, że mieszkańcy wyprowadzają się do Wysokiej, Smolca czy Ramiszowa. Nie można – bo skoro robią to same władze, to na tym polega ich wizja. Wizja Wielkiego Wrocławia z wielkimi suburbiami. Oczywiście, że jest to wizja dla miasta szkodliwa. Ale nie oznacza to, że jej nie ma.